Auto za kredyt
Miałem dobrze płatna pracę, żona również nieźle zarabiała, więc powodziło na m się zupełnie dobrze. Niestety po latach tłustych zawsze przychodzą lata chude. Tak było i z moją rodziną. Na początku 2000 roku straciłem moją bardzo dobrze płatną pracę. Była to najmniej odpowiednia dla mnie chwila, bowiem miałem właśnie zamiar wymienić samochód. Niestety musiałem tę przyjemność odłożyć na później. Przez jakiś czas byłem bezrobotny, ale miało to i swoje dobre strony, bowiem przydarzył mi się wyjazd za granicę do pracy w Niemczech. Miałem tam pracować na farmie, w której hodowano bydło rzeźne. U tak zwanego bauera pracowało się bardzo ciężko, naprawdę ciężko, pracowałem tam ponad rok. Do wszystkiego można się jednak przyzwyczaić, dlatego ja również szybko przyzwyczaiłem się do tej pracy. Zarabiałem nieźle, rolnik, u którego pracowałem był uczciwym człowiekiem tak jak uczciwa była zapłata za moją pracę. Pracowaliśmy dziennie nawet po 10-12 godzin, dlatego nawet odliczając noclegi i utrzymanie zarobiłem tam niezłe pieniądze. Po powrocie do kraju nadal nie miałem pracy, ale miałem jakieś pieniądze. Postanowiłem założyć własny interes. Handel obwoźny na tym etapie wydawał mi się najodpowiedniejszy. Na to jednak potrzebny był dobry samochód, a mój stary już był mocno wyeksploatowany i nie nadawał się do takiej pracy. Postanowiłem sprzedać zarobione w Niemczech euro i kupić używany, ale jeszcze dobry samochód. W banku kurs euro nie bardzo mi odpowiadał, więc zdecydowałem się na kantor walutowy. Tam kurs euro był zdecydowanie wyższy więc sprzedałem euro w kantorze. Część złotówek uzyskanych ze sprzedaży waluty musiałem zainwestować w towar, dlatego na zakup dobrego samochodu już nie wystarczyło. Musiałem dobrać pieniądze z banku. W jednym z nich zaproponowano mi dobry, przynajmniej zdaniem tego banku, kredyt samochodowy. Postanowiłem jednak sprawdzić w innych bankach i okazało się, że miałem rację. Bank bankowi nie jest równy i kredyt kredytowi również. Wprawdzie podpowiadano mi, żebym przemyślał leasing, ale obliczyłem, że będzie to droższa inwestycja od kredytu. Poza tym na leasing narzekali moi znajomi, którzy twierdzili, że oprocentowanie w leasingu jest znacznie wyższe niż kredytu. Dlatego zdecydowałem się na kredyt samochodowy i kupiłem samochód. Wprawdzie ciąży na nim zastaw bankowy, ale nie martwiłem się tym specjalnie. Miałem nadzieję, że interes się rozwinie, a ja szybko bank spłacę. Na szczęście moje nadzieje sprawdziły się, a interes okazała się strzałem w dziesiątkę. Teraz mam już nowy biznes, nie muszę już przemieszczać się samochodem po całym niemal województwie. Ale gdyby nie wyjazd do Niemiec i nie zarobione tam pieniądze oraz późniejszy kredyt samochodowy, nadal tkwiłbym na bezrobotnym. Ja miałem szczęście, bowiem miałem znajomych, którzy mi pomogli. Jadąc w ciemno można zbyt wiele stracić, dlatego nie radzę nikomu takich wyjazdów. Może lepiej poczekać i jechać w pewne miejsca. Wyjazdy takie już są organizowane przez urzędy pracy i naprawdę warto z nich skorzystać – wspominał swoje wejście w biznes jeden z byłych bezrobotnych.